Góry Opawskie. Hotele wznowiły działalność. Szturmu turystów jednak nie było

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
Góry Opawskie. Hotele wznowiły działalność. Szturmu turystów jednak nie było Krzysztof Strauchmann
Hotele w Górach Opawskich wznowiły działalność. Wypoczywających nie brakuje, ale górskie miejscowości nie przeżyły w ten weekend szturmu turystów.

Trudna sytuacja na drogach, ciągle padający śnieg, silny mróz. Być może te warunki spowodowały, że w sobotę 13 lutego, w przededniu walentynek, Góry Opawskie przeżywały znacznie mniejszy najazd turystyczny niż na początku stycznia.

Od piątku 12 lutego czynna była większość pensjonatów i gospodarstw agroturystycznych, poza tymi, które prowadzą dłuższe remonty. Zgodnie z przepisami liczba gości na noclegu nie może być jednak większa niż połowa miejsc.

- W związku z sytuacją pandemiczną prawie wszystko jest obecnie zamknięte. Dostęp do atrakcji jest utrudniony – mówią Wojciech Roczon i Karola Gajdzic-Roczon, którzy z dziećmi przyjechali na dwudniowy wypoczynek z Wrocławia. - Zostały nam sanki na stoku, który musieliśmy sami sobie wyjeździć. Z tego co czytaliśmy w Internecie oferta atrakcji jest tutaj ciekawa. Być może wrócimy tu latem, gdy już wszystko będzie czynne.

W sobotę w Jarnołtówku czy Pokrzywnej dominowali jednak mieszkańcy Opolszczyzny. Większość przyjechała na sanki z dziećmi i po kilku godzinach wracała do domu. Część turystów poszła na Kopę Biskupią, gdzie zima jest bardzo malownicza i surowa. Główne szlaki turystyczne są przetarte, niestety schronisko na Kopie z powodu awarii wodociągu jest nieczynne do 16 lutego.

W restauracjach na dole posiłek można dostać na wynos, a w hotelu do swojego pokoju. Większość lokali gastronomicznych w sobotę i niedzielę wydaje jednak posiłki czy choćby gorącą kawę i herbatę.

Morsy na Kopie

Zamknięcie ośrodków narciarskich wywołało duże zainteresowanie nowymi sposobami aktywnego wypoczynku. Od 12 tygodni co niedzielę do Pokrzywnej przyjeżdża grupa kilkunastu śnieżnych morsów z Opola. Maszerują 10 kilometrów na szczyt Kopy i z powrotem w samych spodenkach i krótkich koszulkach. Grupę prowadzi trener szkolony w śnieżnym morsowaniu przez samego Wima Hofa, Holendra zwanego Człowiekiem Lodu, który wymyślił mową metodę wzmacniania organizmu.

- Kopa jest dla nas najbliżej i pozwala zachować granice rozsądku – opowiada jeden śnieżnych morsów, Marcin Patrzek z Opola. - Trener próbuje też Śnieżkę i Babią Górą, ale to nie jest dostępne dla wszystkich. Ważne jest stopniowe przyzwyczajanie organizmu do takiego wysiłku. Ja zaczynałem trzy miesiące temu przy plus 5 stopniach. Duży wysiłek wysyłek wystarcza, żeby ogrzać organizm, ale trzeba oddychać przez nos, a nie przez usta, żeby nie wychłodzić organizmu.

Pan Marcin w sobotę po 6 kilometrach marszu wycofał się. Poczuł, że nie da rady przejść zaplanowanej trasy. Wrócił na parking, natychmiast się ubrał i rozgrzał, a potem czekał na resztę grupy.

- Warto! Wyrzut endorfin jest niesamowity – przekonuje. – Mój organizm reaguje bardzo dobrze.

Biegówki dla każdego

Góry Opawskie stały się też wojewódzkim centrum biegów narciarskich. Głuchołaski Klub Turystyki Narciarskiej dysponuje skuterem śnieżnym i specjalną śladownicą do zakładania śladu biegowego. Dzięki nim utrzymuje dwie pętle biegowe – jedną na malowniczych i górzystych polach pomiędzy Głuchołazami i Podlesiem (7 kilometrów długości), drugą w lesie na Górze Parkowej (5 km), noszącą imię Edka Ilnickiego, pierwszego prezesa klubu i wielkiego amatora narciarstwa biegowego.

- Jestem dziś pierwszy raz na nartach biegowych, ale mąż parę razy już biegał – mówi Monika Śmiech z Większyc koło Kędzierzyna Koźla. - Był tu przedwczoraj z naszym księdzem proboszczem, bo on też biega i zaraża kolejnych do biegania. Na początek koordynacja ruchu była trudna, ale po pięciu minutach to opanowałam. Od lat marzyłam o biegówkach i dla mnie to była olbrzymia satysfakcja. Warto było przyjechać. Jeśli tu wrócimy na weekend, to już z dziećmi, które teraz musieliśmy zostawić w domu.

W sobotę głuchołaski klub narciarski po raz 7 urządził „Walentynki na biegówkach”, z ogniskiem pod leśną wiatą w Podlesiu, z herbatą z kotła i ciepłym posiłkiem.

- Dla mnie biegówki to druga sportowa miłość po rowerze. Dają niesamowitą satysfakcję – zachęca do biegania Grzegorz Kamiński, prezes klubu. - Nawet jeśli ktoś jeszcze nie umie biegać, to wystarczy człapać na nartach na świeżym powietrzu, na mrozie. Trasy w Głuchołazach nie są wymagające technicznie, nie są tu potrzebne duże umiejętności, żeby zrobić pętlę swoim stylem, szybkością i dla własnej satysfakcji.

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie