Kresowiacy: To nie tylko paczki, ale przede wszystkim znak, że rodacy w Polsce o nas pamiętają

Krzysztof Marcinkiewicz
Krzysztof Marcinkiewicz
Jedną z ocalałych z pogromu była Stanisława Woronis, która mieszka w Koniuchach do dzisiaj. W czerwcu skończy 103 lata. Mimo podeszłego wieku, ma niesamowitą pamięć i w jasny sposób potrafi opisać wydarzenia z 1944 r., których jest ostatnim żyjącym świadkiem.
Jedną z ocalałych z pogromu była Stanisława Woronis, która mieszka w Koniuchach do dzisiaj. W czerwcu skończy 103 lata. Mimo podeszłego wieku, ma niesamowitą pamięć i w jasny sposób potrafi opisać wydarzenia z 1944 r., których jest ostatnim żyjącym świadkiem. arch. SON
Udostępnij:
Wolontariusze Stowarzyszenia Odra-Niemen z Opolszczyzny dotarli na Wileńszczyznę, gdzie przekazali blisko 400 paczek zebranych w ramach akcji „Rodacy-Bohaterom”. Nasi rodacy z Kresów są bardzo wdzięczni za pamięć i wsparcie.

Zbiórka żywności jest cykliczną akcją przeprowadzaną na Śląsku od 12 lat. W tegorocznej edycji w samym tylko województwie opolskim skompletowano prawie 400 paczek. Zbiórka prowadzona była głównie w miejscowościach, gdzie żyje dużo Kresowiaków: Głubczycach, Głuchołazach, Skoroszycach, czy Kluczborku. Na początku stycznia paczki trafiły na Wileńszczyznę.

Sytuacja Polaków na Litwie jest różna, w zależności od rejonu, w którym żyją. Najlepiej zorganizowani są nasi rodacy w rejonie solecznickim, gdzie stanowią prawie 80 proc. mieszkańców. Władza samorządowa jest tam w ręku Polaków, podobnie jak szkoły i ośrodki kultury. Nie wszędzie jest jednak tak różowo. Stąd nazwa akcji paczkowej „Rodacy-Bohaterom”.

Polacy, którzy współcześnie żyją na Kresach, przyznają się do polskości, kultywują tradycje narodowe, wychowują w tym duchu swoje dzieci i posyłają je do polskich szkół to współcześni bohaterowie. Nie wybierają łatwiejszego życia, dlatego w pełni zasługuje to na nasz szacunek – tłumaczy Maria Ziomko, prezes Oddziału Opolskiego Stowarzyszenia Odra-Niemen.

Jak tłumaczy Tadeusz Romanovski z Domu Miłosierdzia Bożego w Solecznikach, rodacy z Kresów są bardzo wdzięczni darczyńcom z województwa opolskiego za wsparcie.

Dla nas to nie tylko paczki, ale przede wszystkim znak, że rodacy w Polsce o nas pamiętają. Żyjecie w Dużej Polsce i z własnej woli przekazujecie pomoc nam, mieszkającym w Małej Polsce – cieszy się.

Malownicze Wilno

W kierunku granicy litewskiej wyjechaliśmy w sobotę (1 stycznia) rano. Po drodze odebraliśmy wolontariuszki z Bytomia i Hajnówki, które również były zaangażowane w zbiórkę. Po przekroczeniu granicy z naszymi wschodnimi sąsiadami, podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsza, w której byli harcerze, skierowała się w kierunku Wilna, gdzie mieli nocleg. My natomiast obraliśmy azymut na miejscowość Małe Soleczniki w rejonie solecznickim. Adresem docelowym była miejscowa bursa szkolna. Chociaż dotarliśmy do niej w środku nocy, to czekała tam na nas uśmiechnięta pani Marzena, która piękną Polszczyzną powitała nas na Kresach.

Po niedzielnej (2 stycznia) mszy św. udaliśmy się w kierunku Wilna, oddalonego o niecałe 40 km od miejsca naszego noclegu. Tam spotkaliśmy się z harcerzami, którzy stacjonowali w stolicy Litwy. Naszym przewodnikiem był Rajmund Klonowski, miejscowy Polak, dziennikarz „Kuriera Wileńskiego”. Jego dziadek, Edward, walczył podczas II wojny światowej w szeregach Armii Krajowej. W 1944 r. brał udział w operacji „Ostra Brama”, która zakładała odbicie Wilna z rąk niemieckich. AK-owcy stanęli do walki wspólnie z Armią Czerwoną. Początkowo plan się powiódł, miasto zostało wyzwolone. Po zakończeniu walk Sowieci aresztowali jednak kilka tysięcy polskich partyzantów i wywieźli ich na Syberię. Ten los ominął jednak pana Edwarda. Zmarł w Wilnie w listopadzie 2021 r.

Spacerując malowniczymi uliczkami Wilna, zewsząd napotkać można ślady historii tego miasta. Barokowe budynki, stare kościółki i cerkwie, mieszają się z bramami zabytkowych kamienic. Można zatopić się w tym klimacie i odnieść wrażenie, że z którejś z bocznych uliczek wyskoczy za chwilę młody gazeciarz z kaszkietem na głowie, który zacznie zachęcać do zakupu nowego numeru przedwojennego „Kurjera Wileńskiego”. Nieprzypadkowo prof. Stanisław Nicieja poświęcił XV tom „Kresowej Atlantydy” właśnie Wilnu, chociaż wcześniej przez wiele lat pisał jedynie o Kresach Południowo-Wschodnich.

Przy granicy z Białorusią

Naszym celem nie było jednak zwiedzanie, a kolejne spotkania z miejscowymi Polakami. Pożegnaliśmy się więc z Rajmundem Klonowskim i naszymi harcerzami, po czym udaliśmy się w kierunku Szumska, leżącego tuż przy granicy z Białorusią. Na Litwie również trwa obecnie kryzys migracyjny, a w pasie granicznym ogłoszono stan wyjątkowy. Żeby dojechać do Szumska, niezbędne były specjalne zezwolenia wydane przez miejscową Straż Graniczną. Przejechanie 25 km z Wilna zajęło nam ponad godzinę. I to nie przez kontrole służb mundurowych, bo takich nie mieliśmy po drodze, tylko fatalną pogodę. Zamarzający śnieg z deszczem powodował gołoledź na szosie i w pewnym momencie jechaliśmy zaledwie 20 km/h.

W Szumsku spotkaliśmy się z panią Irena Korvel, nauczycielką szkoły polskiej w pobliskiej Pakienie. Zostawiliśmy dla niej paczki żywnościowe, ale również odzież dla uczniów, chemię gospodarczą, przybory szkolne. Spora część z pozostawionych tam darów była efektem zbiórki Marty Chmielińskiej w okolicach Hajnówki. Przez pandemię COVID-19 nie było możliwości wcześniej dostarczyć ich na Litwę, więc nasz wyjazd był doskonałym pretekstem do odwiedzenia Szumska.

W polskiej szkole podstawowej w Pakienie, gdzie uczy pani Irena, kształci się obecnie ponad setka dzieci. W każdej klasie jest zaledwie kilkanaścioro uczniów. Bardzo duży nacisk w ich edukacji jest kładziony na poznanie polskiej kultury i tradycji. Często nie trzeba uczyć języka polskiego, ponieważ dzieci wynoszą go z domów rodzinnych. Na terenie całej Wileńszczyzny takich szkół jest kilkadziesiąt. Dotrzeć do wszystkich jest praktycznie niemożliwe. Harcerze z województwa opolskiego odwiedzili trzy szkoły w rejonie trockim, do których jeżdżą już od lat: w Starych Trokach, Landwarowie i Połukniu. Oprócz tego, zostawili pomoc w parafii w Rudziszkach.

Kolejne spotkania

W poniedziałek (3 stycznia) spotkaliśmy się z Polakami z rejonu solecznickiego. Ponad 100 paczek zostawiliśmy polskim seniorom z Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Solecznikach. Zostaliśmy przez to środowisko bardzo ciepło przyjęci. Pani Jadwiga Sinkiewicz, prezes Uniwersytetu, w niezwykle miłych słowach wypowiadała się o naszej zbiórce.

Dziękuję Darczyńcom i Wolontariuszom za dobre, czułe serca, życząc dobrego zdrowia, niegasnącej energii, ludzkiej życzliwości. Kochamy Was! – radowała się.

W 2021 r. grupa PUTW została zaproszona przez Stowarzyszenie Odra-Niemen na Śląsk. Podczas pobytu Kresowiacy odwiedzili m.in. pałac w Mosznej.

Ważną częścią każdego wyjazdu wolontariuszy z województwa opolskiego jest kościół św. Michała Archanioła w Butrymańcach. Chociaż znajduje się w małej miejscowości 15 km na zachód od Solecznik, pełni ważną rolę dla naszych rodaków zamieszkujących Wileńszczyznę. Upamiętnia wydarzenia bolesne dla polskiej społeczności. Jest ważnym punktem m.in. dla pielgrzymki „Suwałki-Wilno’, która każdego roku dociera pod Ostrą Bramę. W miejscowym kościele znajdują się tablice poświęcone m.in. Danucie Siedzikównie „Ince”, zamordowanej w wieku 17 lat przez UB, wybuchowi Powstania Styczniowego, czy sowieckiej rzezi w Koniuchach. To ostatnie wydarzenie było szczególnie bolesne.

Wieś puszczona z dymem

Koniuchy koło Solecznik podczas II wojny światowej były jedną z tysięcy podobnych miejscowości. Nie było tam garnizonu wojsk niemieckich ani posterunku policji litewskiej. Mieszkańcy starali się przeżyć kolejny dzień, nie wchodząc nikomu w drogę. Mimo tego, 29 stycznia 1944 r. wieś została zaatakowana przez sowiecko-żydowski oddział partyzancki z pobliskiej Puszczy Rudnickiej. Blisko 100 bojowców weszło do Koniuch, podpalając zabudowania. Mieszkańcy zaczęli w popłochu uciekać. Niektórzy próbowali uratować dobytek życia. Komu nie udało się uciec, ginął od strzału z karabinu. Dziś znajduje się tam pomnik poświęcony ofiarom zbrodni. Umieszczono na nim 38 nazwisk.

Jedną z ocalałych z pogromu była Stanisława Woronis, która mieszka w Koniuchach do dzisiaj. W czerwcu skończy 103 lata. Mimo podeszłego wieku, ma niesamowitą pamięć i w jasny sposób potrafi opisać wydarzenia z 1944 r., których jest ostatnim żyjącym świadkiem.

Nie wybieram się jeszcze do grobu. Czekam, aż wróci tu Polska i wtedy będę mogła umrzeć – zapewnia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jurij Belous o definicji ludobójstwa

Wideo

Materiał oryginalny: Kresowiacy: To nie tylko paczki, ale przede wszystkim znak, że rodacy w Polsce o nas pamiętają - Nowa Trybuna Opolska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie