Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Ta ulica cieszy się złą sławą. Na ulicy Damrota w Kluczborku przenosili się w zaciszne miejsce i tam rozprawiali się z ofiarą

Mirosław Dragon
Mirosław Dragon
Ulica Damrota w Kluczborku i jej najbliższe sąsiedztwo.
Ulica Damrota w Kluczborku i jej najbliższe sąsiedztwo. Mirosław Dragon
Każde miasto ma swoją No-Go Zone, czyli rejony, w które lepiej nie zapuszczać się dla własnego bezpieczeństwa. Jednak mało gdzie niebezpieczna dzielnica jest tuż obok rynku! Tak jest w Kluczborku, gdzie ulica Damrota jest tuż obok miejskiego deptaka oraz rynku.

„Ulica Miła wcale nie jest miła.
Ulicą Miłą nie chodź, moja miła"

Tak pisał Władysław Broniewski w wierszu o niebezpiecznej ulicy w Warszawie.

W Kluczborku złą sławą od lat cieszy się ulica Damrota, znajdująca się w ścisłym centrum miasta, tuż obok rynku. Jest to równoległa ulica do miejskiego deptaka, czyli ulicy Krakowskiej.

- Kiedyś, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, było tam naprawdę bardzo niebezpiecznie. Nawet milicjanci bali się tam iść! - mówi Mirosław Gos, nauczyciel i znawca historii Kluczborka. - Pobicia zdarzały się tam na porządku dziennym. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych pobito tam moim uczniów, mimo iż nawet nie weszli na ulicę Damrota, tylko szli aleją kasztanową od strony stawu Kościuszki.

- W Kluczborku krążyła pogłoska, że jeden z kluczborczan poszedł zagrać w karty na ulicy Damrota i przegrał tam swoją żonę na tydzień! - dodaje Mirosław Gos.

Dzisiaj na ulicy Damrota już na szczęście nie jest tak łatwo dostać w zęby, ale nadal jest to trudna część miasta. W starych kamienicach jest tutaj wiele mieszkań socjalnych. W 2012 roku w ramach unijnej rewitalizacji władze miasta odrestaurowały kilka zabytkowych, przedwojennych kamienic.

Kilka miesięcy później w odnowionej kamienicy wybuchł pożar. Dwoje ludzi zginęło, czworo dzieci podtruło się czadem. W mieszkaniu, w którym wybuchł pożar, byłą sterta śmieci pochodząca z tzw. zbieractwa, a także butla z gazem propan-butan. Na szczęście gaz nie eksplodował. Gdyby doszło do wybuchu, byłoby dużo więcej ofiar śmiertelnych.

W innej kamienicy jeden z mieszkańców groził podpaleniem mieszkania. Na miejsce pojechali strażacy, wyważyli drzwi do mieszkania, ale zdesperowany lokator zdążył już wyjść z mieszkania. W środku strażacy znaleźli jednak butlę z gazem, kanister i plastikową butelkę z benzyną.

Ulica Damrota słynie jednak nie tylko z kamienic socjalnych. W zabytkowym budynku pod numerem 4 mieścił się przez lata Młodzieżowy Dom Kultury. Władze powiatu w ramach oszczędności zlikwidowały MDK. Budynek został przekazany gminie, wyremontowany i obecnie mieści się tutaj filia Centrum Kultury w Kluczborku.

- Przed wojną budynek domu MDK-u to było centrum kulturalne kluczborskich Żydów. Ulica Damrota była zamieszkana właśnie przez żydowskich mieszkańców. Była tutaj ubojnie rytualna, a tuż obok, za ulicą, przy obecnym wejściu do parku miejskiego, stała synagoga - opowiada Mirosław Gos.

- Przed wojną nie była to ulica Damrota, tylko Stoberstrasse. Stober to Stobrawa. Rzeka płynęła wtedy właśnie przy ulicy Damrota. Później przesunięto koryto rzeki w kierunku szpitala - dodaje Mirosław Gos.

Ulica Damrota wzbudza gorące dyskusje

Kiedy na jednym z kluczborskich forów umieszczono artykuł z archiwum „Nowej Trybuny Opolskiej" o ulicy Damrota, wzbudził on gorącą dyskusję. U niektórych artykuł o historii lokalnej rozpalił nawet gorączkowe emocje.

Trwa głosowanie...

Czy ulica Damrota w Kluczborku cieszy się sensacyjną sławą?

nto.pl

Część mieszkańców Kluczborka dodało też swoje wspomnienia o ulicy Damrota, niektóre nawiązujące do urban legends (czyli legend miejskich).

- Podobno niejaki Lucky Luke zabił też i zamurował w przejściu kolegę - pisze Krzysztof Szczepański.

- Lucky Luke aka Radyjko vel Tranzystotek. Też słyszałem tę historię, jak też to, że przyznał się za blachę sernika, ale czy to prawda, tego nie wiedzą nawet najstarsi Cyganie - odpowiedział Mirosław Podyma.

- On był dziwny, gonił moją koleżankę z siekierą - dodaje Justyna.

- Byłem jego sąsiadem przez 8 lat. Miał coś z głową, bo w nocy często słyszałem, jak do siebie gada, ale raczej krzywdy by nikomu nie zrobił. Ludzie się go bali ze względu na wygląd. Gość miał z 2 metry wzrostu ale mentalnie był dzieciakiem który nocami potrafił płakać - opisuje Kamil.

- Moim zdaniem te różne zaczepki na pewno zaczynały się gdzieś koło restauracji,a potem przenosili się w zaciszne miejsce i tam rozprawiali się ze swoimi ofiarami. Bo sama ofiara chyba nie wrzuciła się do rzeki... - pisze Jadwiga Ukarma.

Ulica Damrota nie jest jednak typową No-Go Zones, jak okryte złą sławą dzielnice w dużych miastach.

- A ja wychowałam się na ul. Damrota właśnie obok w bramie, gdzie mieścił się Młodzieżowy Dom Kultury. To moje najpiękniejsze wspomnienia z tamtego okresu. Super sąsiedzi. Żyliśmy jak rodzina - opisuje Jolanta Wenc. - W naszej klatce nie było żadnej patologii, wręcz przeciwnie. Wszyscy bali się tej ulicy, a ja bałam się innych. Wracając o północy z Wrocławia z teatru, będąc licealistką, z ulgą wchodziłam na ul. Damrota, bo byłam pewna, że na mojej ulicy nic złego mnie nie spotka. Żaden z chłopaków, nawet ci z marginesu, nie zrobiliby nam żadnej krzywdy. Przeciwnie, można było liczyć na ich pomoc.

- Takich sąsiadów pomocnych nigdzie się nie znajdzie. Ludzie twierdzą, że to margines, ale to oni ci pomogą. Zawsze czułam się tutaj bezpiecznie, nawet jak tam wracam w odwiedziny, to dzieciaki które już wyrosły, zawsze krzyczą „Siema" - dodaje Katarzyna Kulbit.

- Na Damrota pracowałam 20 lat w Młodzieżowym Domu Kultury - do końca, czyli do jego likwidacji. I naprawdę nigdy nie spotkałam się z jakimiś negatywnymi sytuacjami. Wręcz przeciwnie. Mimo tego, że często do bólu hałasowaliśmy muzycznie przy otwartych oknach MDK-u to zawsze z uśmiechem mieszkańcy mówili „Dzień dobry", albo nawet pytali: „Co dziś śpiewacie? - wspomina Magda Durecka, radna powiatowa i nauczycielka śpiewu.

- To ulica mojego dzieciństwa, zbierania butelek, by mieć kasę na lody, cygańskich ognisk od strony parkingu, interwencji milicji, super ekipy i wspomnień - dodaje Iwona Byczyńska, dyrektorka domu dziecka w Bogacicy.

- Na zdjęciach przedstawione są budynki lub ich resztki z ul. Krzywej, a nie Damrota. Budynek widoczny to wpisany do rejestru zabytków spichlerz, dla większości kojarzący się ze skupem surowców, bo wiele lat taką funkcję pełnił - uściśla Iwona Solisz, dyrektorka Muzeum Śląska Opolskiego, mieszkająca w Kluczborku.

Ulica Damrota w Kluczborku znajduje się w ścisłym centrum miasta.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na nysa.naszemiasto.pl Nasze Miasto